niedziela, 30 grudnia 2012

#28 Imagin Louis +18 cz.2 świąteczny

Autor: Unknown o 16:39 11 komentarze
#28 Imagin Louis +18 cz.2 świąteczny
(Z innej beczki: wyobraźcie sobie Larrego *O* http://25.media.tumblr.com/799ff446e9e783885cff3ba199fe98b1/tumblr_mfpy2gANLN1rb27vgo1_500.gif )
Szybko pozbyliście się płaszczy i butów. Chłopak natychmiast, bez zapalania żadnego światła podniósł cię na szafkę kuchenną. Migiem zerwał z was wszystkie ubrania, pozostawił ci jedynie dolną bieliznę, co by się z tobą drażnić. Poczułaś jego palce, majstrujące powoli przy twojej przyjaciółce.
-Louiss... - jęknęłaś mu do ucha, błądząc dłońmi po jego plecach. Oblizywał usta i się uśmiechał. W końcu zerwał z ciebie resztę i przysunął się do ciebie, rozchyliłaś nogi, by był bliżej ciebie. Czułaś jak się o ciebie delikatnie ociera, narastało w was podniecenie. Oplotłaś nogi wokół  pasa Louis'a, przysunął cię do jego rozgrzanego ciała. Odgarnął twoje włosy opadające na ramiona, złapał cię w talii i zaczął całować namiętnie twoją szyję. Odsunął się od Ciebie, by móc się w tobie zatopić, kiedy zaczął powoli w ciebie wchodzić, wydawałaś ciche jęki. Włożył ci palec do ust, byś była ciszej, Perrie mieszkająca obok mogła wszystko usłyszeć. Czułaś przyjemny ból, cały czas zastanawiałaś się czy aby na pewno to dobra decyzja, przecież on cię zranił. DOBRA. Nie masz czasu na takie myślenie, spieszyłaś się, by tylko dojść do kościoła po babcię. Przysunęłaś się do niego, by zakończyć wszystko jak najszybciej. Zeskoczyłaś z blatu i zajęłaś się jego napiętym przyjacielem, najpierw delikatnie ruszałaś nim w górę i w dół i wzięłaś go do ust. 'Co ja robię...' pomyślałaś po raz kolejny. Zrobiłaś wszystko jak najszybciej, wszystkie płyny Louisa wylądowały na twoich piersiach.

-Dziękuję. - wyszeptał ci do ucha. Wskoczył szybko w ubrania i rzucił kluczami o podłogę. Ignorując cię, całkiem nagą wyszedł gdzieś... Zniknął... Nie wiadomo gdzie. Ubrałaś się migiem i zamknęłaś drzwi, klucze podrzuciłaś Perrie. 
-LOUIS! LOUIS! - krzyczałaś. Usłyszałaś jakiś głośny pisk opon przed sobą, modliłaś się tylko, żeby to nie był Louis. Podbiegłaś na miejsce zdarzenia, obok jakiegoś człowieka klęczał facet, wzywający przez telefon pogotowie. Krzyczał jedynie głośne 'POMOCY'. Przykucnęłaś zdyszana obok poszkodowanego, zdjęłaś szalik z jego twarzy. Zastygłaś w bezruchu. Twój brat. Miał twarz całą w krwi, lecz nie była jakoś strasznie pocięta. Przyjechała karetka w środku czułaś jedno wielkie HAGHJGHJGHAHAHDGJHCB, właściwie nie miałaś pojęcia jakie to uczucie, przecież zostawił cię, zaraz po tym jak 'zrobiłaś mu dobrze'... Nie ulałaś najmniejszej łzy, lecz w środku czułaś smutek i żal. Przyjechała karetka, natychmiast zabrali chłopaka do szpitala. Na twojej twarzy odbijały się światła ambulansu. Stałaś na środku ulicy, patrząc jak odjeżdża karetka i sprawca wypadku. Włożyłaś ręce do kieszeni płaszczu i owinęłaś zakrwawiony szalik wokół szyi. Po chwili popatrzyłaś na swoje ręce, które cię cholernie piekły. Były całe poprzecinane, lecz nie lało się zbyt dużo krwi. Dalej stałaś wpatrzona w drogę. Zaczął prószyć śnieg.
-Co ja kurwa robię... - powiedziałaś cicho. Twierdziłaś, że twoje życie nie ma już totalnie sensu. Biegłaś przez środek drogi w stronę szpitala, który był 2km dalej. 
-[T.I.]! Czekaj! - usłyszałaś głos z samochodu jadącego za tobą.
-Liam? - zdziwiłaś się.
-Wsiadaj! - krzyknął. Zrobiłaś jak ci kazał. Pojechaliście do Louis'a. Z zakrwawionym płaszczem i policzkiem wbiegłaś do sali z Louisem.
-Nic mu nie jest?! Na pewno żyje?! Proszę powiedz mi! - krzyczałaś. Harry, który stał obok złapał cię za nadgarstki i uspokajał.
-Nic mu nie jest, całe szczęście przerysował sobie tylko brzuch, zaraz się obudzi. - powiedział całując cię w czoło.
-[T.I.]... - wydusił zachrypnięty głos.
-Louis? - spytałaś kierując się wzrokiem na Tomlinsona.
-Harry, Liam, możecie wyjść? - spytał Tommo.
-Tak, chodź stary. - powiedział Liam. Wyszli.
-[T.I.]... Ja... Bo ja... Ja...
-No proszę, mów. Tłumacz się.
-Ja cię przepraszam.
-Za co? Za to, że mnie wykorzystałeś i wybiegłeś na ulicę bez 'Do widzenia'? Jesteś totalnym chamem i kretynem, Louis.
-Proszę cię, zrozum mnie ja chciałem tylko... - zatrzymał cię.
-Dobry wieczór panie Tomlinson. Może pan już wyjść, nic panu nie jest - powiedziała pielęgniarka. Louis zebrał ubrania i wyszliście, pojechaliście wszyscy autem Liama. Chłopak wysadził was przed domem. Pożegnaliście się.
-Rodzice coś wiedzą? Dzwoniłaś?
-Nie, nic nie wiedzą.
-Nienawidzisz mnie?
-Brawo.
-Za co?
-Za to, że jesteś chamem i idiotą bez serca.
-Ohoho, a kto się tak spieszył i naplotkował o mnie najgorsze rzeczy? - powiedział wypuszczając parę z ust.
-Ja. - powiedziałaś bezuczuciowo.
-I ja mam ciebie przepraszać?
-Nie to nie. Dzięki za najgorszą wigilię od 19-stu lat. Idę do domu, zmarzłam już.
-Masz mnóstwo krwi na policzku.
-To nic. Przez twój szalik debilu.
-Będziesz mnie tak wyzywać bez końca?
-Będę. - wystawiłaś mu język. Skorzystał z okazji. Połączył wasze usta.
-Louis! Jak rodzice zobaczą? Już starczy, że myśleli, że jestem w ciąży!
-Haha! Ty w ciąży ciekawe z k... Ouch.
-No właśnie.
-Ale nie jesteś?
-Nie. Na szczęście. Bo jakiś skończony idiota nie daje mi po nocach spać, napije się i wlecze się zamiast do swojego to do mojego łóżka.
-Przepraszam.
-Och. Wigilia, bydle ludzkim głosem przemówiło?
-Musisz być taka ostra?! 
-Tak, wybacz, taka moja natura.
-Wybaczysz łajzo?
-Wybaczysz, wybaczysz.
-Dziękuję. - powiedział i otworzył ci drzwi do podwórka.
-Rodzice o niczym nie wiedzą, żadnego wypadku, nic.
-Dobrze, oczywiście. - oznajmił i weszliście do domu, krew starłaś śniegiem, także bez problemu. Wszyscy już spali, wzięłaś szybki prysznic i poszłaś spać, Louis poszedł zaraz po Tobie. Obydwoje zasnęliście w osobnych łóżkach. Rankiem wszystko się wydało. Sąsiadka widziała cały wypadek i ciebie, oczywiście pierwsze co trzeba biec do twojej mamy z ploteczkami. Dostaliście lekki opieprz, ale nie było tak źle. 
Jest 4 maja, dowiadujesz się, że jesteś w ciąży. Jednym słowem: przejebane. Nie masz pojęcia jak zareagują na to rodzice, nie myślałaś o niczym innym. Nie sądziłaś, że ten ostatni raz przyniesie wam takiego pecha... KONIEC.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

#27 Imagin Louis +18 świąteczny cz.1

Autor: Unknown o 13:59 12 komentarze
#27 Imagin Louis +18 świąteczny cz.1

Wigilia, znowu ten sztuczny czas, w którym trzeba udawać, że wszystko dobrze. Nie znosisz tego święta od roku, w sumie wtedy nie było tak źle. Weź tu pomyśl życzenie, skoro przyjdzie ktoś i kompletnie cię oleje.
Przyjechali twoi rodzice z Louisem i Carmen, oczekiwałaś kiedy wejdzie Louis. Kiedyś bardzo dobrze się z nim dogadywałaś. Tak właściwie to byliście para, ukrywając to przed rodzicami. Kiedyś dowiedzieli się o waszych romansach, po czym Lou wyprowadził się do matki i siostry. Podzielił was pies, który kochał was obojga, Tomlinson postanowił sobie zabrać Eda (psa) do matki. Pierwsza do domu weszła Carmen, którą z niechęcią przywitałaś. Po chwili razem z twoim 'tatą' wszedł Louis, powiedziałaś mu 'Cześć' ale on olał to kompletnie. Przeszedł dalej by powiesić płaszcz na wieszakach w przedpokoju. Z Carmen, siostrą Louisa poszłaś szukać pierwszej gwiazdki. 
Musisz ukrywać w środku swoje uczucia i dzielić się opłatkiem z tymi, których widzieć nie chcesz. Jest godzina 17, w twoim domu rozpoczyna się Wigilia. Są urodziny twojego przyrodniego brata - Louisa. Wszyscy siedzą przy stole.
-[T.I.], mów. - powiedziała twoja mama dając ci Biblię. Przeczytałaś krótki fragment i odłożyłaś ją. 
Po modlitwie nadszedł najgorszy czas - dzielenia się opłatkiem. Podzieliłaś się z mamą, dziadkiem, babcią itd. W końcu przyszedł czas na ostatnią osobę - Louisa, z którym byłaś pokłócona, to znaczy on miał wszystko w dupie. Podszedł do ciebie, odpieprzył formułkę, tak jak i ty oraz na koniec sztucznie i bez emocji przytulił. Jedyne co było miłe to jego uwodzicielski uśmiech, którym podrywa wszystkie tępę laski. Już na to się nie dałaś nabrać. Po tym czasie usiedliście wszyscy do stołu. Specjalnie nie jadłaś nic przez cały dzień, by na wieczór zjeść po trochę wszystkiego, lecz i tak zjadłaś malutko i się najadłaś. Po kolacji nastąpiło rozdawanie prezentów, dostałaś bluzę, spodnie, perfumy, słuchawki i prezent, ktorego najmniej bys się spodziewała, był to prezent najdroższy ze wszystkich, a mianowicie piękna sukienka i szpilki, o których marzyłaś. Ucałowałaś mamę, mimo tego, że była zdziwiona od kogo mogłaś dostać coś tak wartościowego. Po prezentach przeszłaś się do babci i ciotek, by podzielic się opłatkiem. Wróciłaś do domu i wzięłaś laptopa, co na przemian zmieniałaś z telefonem, dziwne, żeby w święta był internet, a szczególnie w Londynie. Siedziałaś zdołowana i ze łzami w oczach, mama poprosiła cię o zajęcie się malutką Sophie, siostrą, która urodziła się może z miesiąc temu. Stanęłaś przy wózku wpatrując się w maleństwo, które grzecznie spało. Przypomniał ci się twój biologiczny ojciec, z którym widziałaś się na wakacjach przez dwa dni. Był od ciebie oddalony o 1000km, w Holandii, więc szanse były nikłe na spotkanie go... Pomyślałaś sobie jakby ci było przyjemnie przytulić się od takiego długiego czasu do taty, jakby bylo miło uściskać twojego dziadka, który nie jest z wami już od kilku lat... Dołowałaś się całą sprawą z Louisem, twoim tatą i problemami w szkole, ostatni rok, którego nie możesz zawalić miłostkami. Płakałaś jak dziecko ściszając swój głos przy głośnych kolędach, stałaś tam tak długo, dopóki się nie wyciszyłaś. Wróciłaś do rodziny, przy stole siedział Louis, który postanowił spać u wujka naprzeciwko domu. To dołowało cię jeszcze bardziej, nie widziałaś go do kilku miesięcy, chciałaś choć małe przytulenie, ale nie, bez łaski, najwidoczniej go to bolało. Udawałaś, że jest dobrze i żartujesz sobie z różnych spraw, robisz dobrą minę do złej gry. Przytuliłaś się do mamy, tylko w niej mogłaś mieć pomoc. Kiedy Loui wyszedł już do wujka, wzięłaś laptopa i szukałaś zasięgu internetu na marne. Włożyłaś słuchawki w uszy i zaczęłaś rysować jakieś głupoty, ścierając ołówek łzami. 
Jest godzina 23, powoli musisz zbierać się na pasterkę z babcią. Ubrałaś się i wyszłaś z domu, szłaś w stronę kościoła z babcią, poczułaś wibracje telefonu, dostałaś sms'a od Louisa: Chodź do parku :*. - Zrobiłaś tak jak ci kazał, powiedziałaś babci, że dojdziesz już dalej sama. Weszłaś do bramy parku, poczyłaś dotyk w talii.
-Cii. - szepął ci do ucha. - Nie pożałujesz, że się zatrzymałaś i nie doszłaś do kościoła.
-Louis? - spytałaś niepewnie.
-Tak kochanie.
-Co chcesz? - powiedziałaś wyrywając się z uścisków.
-Ciebie. - odpowiedział.
-Od kiedy kretynie?
-Od długiego czasu.
-Hahaha. Śmieszne. Olałeś mnie totalnie a teraz chcesz mnie cał... o nie Louis.
-Ja nie mam wcale planów, żeby być śmiesznym. Zrozum.
-Louis, puść mnie, natychmiast, babcia się zmartwi.
-Starą babką się przejmujesz? Kotku, ja tu jestem.
-Nie mów do mnie kotku! Jedyne co musisz zrobić to...
-Pocałować cię - dokończył.
-Nie! Idź sobie! Nie chcę cię widzieć! Pewnie masz inną i jeszcze mnie wkręcasz w twoje romanse, myślisz,że możesz mieć każdą? No to się zdziwisz!
-[T.I.], kocham cię jedną i jedyną.
-Puść mnie, nie mam czasu na twoje uwodzenie. - powiedziałaś, lecz na nic. Chłopak wpił się w twoje usta, próbowałaś się wyrwac, lecz jego silne ciało ci w tym przeszkadzało. Czułaś jego język na podniebieniu i ręce, które dążyły w złym kierunku. Byłaś bezsilna, nie chciałąś tego ani trochę. Próbował cię do niego przekonać, powoli mu się to udawało, poddałaś się i zaczęłaś odwzajemniać pocałunki. Wasze niechciane przepychanki zamieniły się w pełne pożądania przytulanki. Chłopak zrzucił z ciebie kurtkę i z siebie czarny płaszcz. Powoli pozbywaliście się garderoby, zastanawiałaś się czy warto, czy to na prwadę dobra decyzja? Nie obchodziło cię w tym momencie nic. Na myśl, że będziecie 'to' robić w ciemnym parku przechodziły cię drzeszcze, a wśrodku robiło ci się gorąco. 
-Louis, może nie tutaj? Zayn ma pusty dom, a ja mam klucz.
-Dobrze skarbie, więc chodź. - powiedział i zabraliście się do nieopodal stojącego domu Zayn'a. 
Szybko pozbyliście się płaszczy i butów. Chłopak natychmiast, bez zapalania zadnego światła podniósł cię na szafkę kuchenną. Szybko zerwał z was wszystkie ubrania, pozostawił ci jedynie dolną bieliznę, co by się z tobą drażnić. Poczułaś jego palce, majstrujące powoli przy twojej przyjaciółce.
-Louiss... - jęknęłaś mu do ucha, błądząc dłońmi po jego plecach. 

piątek, 21 grudnia 2012

#25 Imagin Harry/Lou cz.3 +18

Autor: Unknown o 16:01 13 komentarze
#25 Imagin Harry/Lou (cz.3 i ostatnia) +18
-Proszę. - odpowiedział jej Louis i podał 70 funtów. - Reszty nie trzeba. - powiedział i zgarnął bilety.
-Chodźcie moje dwa ruchogołąbki. - oznajmił i weszliście do delfinarium.
-Co będziemy tu robić? - zaśmiałaś się.
-Różne złe sztuczki, haha. - zaśmiał się Louis, puścił oczko do Harrego, który przytulił cię do siebie. Poszliście gdzieś do jakiegoś wielkiego pomieszczenia, zjechaliście do niego windą. Przez wielką, szklaną szybę było widać delfiny, różne ryby, płaszczki itd. Nie obyłoby się bez zdjęć, chłopaki robili głupie miny do fotek, oczywiście bez ciebie by się również nie obyło. Wyszliście z dużego pomieszczenia, a właściwie wyjechaliście windą. Na dworze padał deszcz, a nie mieliście żadnej parasolki. 
-Harry, Twoja kochana będzie mokra. - powiedział Lou do lokatego.
-Haha, ona dopiero wieczorem się zm...
-Harry! - krzyknęłaś z uśmiechem.
-No co, no wykąpiesz się! - śmiał się, kiedy uderzyłaś go pięścią w ramię.
-[T.I.], spokojnie, no. Przecież chcemy dla Ciebie dobrze. - powiedział Louis.
-Tak, tak zboczeńce, już ja wiem. -powiedziałaś i odeszłaś w stronę kafejki. Usiadłaś przy jakimś stoliczku zamawiając kawę. Chłopaki roześmiani usiedli obok Ciebie.
-Mówię ci, masakra. - śmiał się słodko Loui do Harrego. Miałaś już lekko dość, że twój chłopak zajmuje się bardziej jego kolegą, niż tobą. Ukrywałaś to, sądziłaś, że to bez sensu...
-[T.I.], coś Ty taka smutna? Jak nie ty... - przytulił cię Harry.
-Niee, wiesz co? Jakaś taka pogoda.
-Ech tam, zaraz przejdzie. - powiedział Louis łapiąc cię pod stolikiem za kolano. Jedynie zareagowałaś szybszym oddechem i przeszedł cię dreszcz. 
-No ok, ok. A co robimy jak już przejdzie?
-Idziemy dalej robić samojebki. - odpowiedział ci Harry.
-W sumie to czemu nie. - powiedziałaś. Złapałaś Louiego dłoń i zsunęłaś ze swojej nogi.
-To chodźmy dalej. - powiedział Louis.
Minął wam wesoło i na spontanie cały dzień, jest około 20-stej. Siedzicie już w domu, nagle Harry rzuca pomysł 'nocy horrorów'. Ani Lou, ani ty nie zaprzeczyliście, przeciwnie. Cieszyliście się jak dzieci. Usiedliście na sofie w trójkę, Hazz przygotował popcorn i coś do picia. Siadłaś na środku sofy, po prawej stronie siedział Harry, a po lewej Louis. Przygasiliście światło, zrobiło się ciepło, w końcu siedziałaś między dwoma, przytulającymi się do ciebie chłopakami. Lou i Hazz mieli ręce za twoją głową, nie wiedziałaś, że trzymają się za ręce. Nawet nie zwracali uwagi na film, uśmiechali się gdzieś w pustą przestrzeń. Wysyłałaś chłopakowi sztuczne uśmiechy, Harry był bardziej zajęty Boo Bearem niż tobą. Wstałaś lekko poddenerwowana, ale nie chciałaś ukazywać tego chłopcom.
-Idę już spać, za straszny ten film dla mnie, dobranoc. Bawcie się dobrze.
-My zaraz też idziemy spać, Loui śpi u nas. 
-Ok, ok. - odpowiedziałaś Harremu. - Ale ja łóżka nie oddaję. - oznajmiłaś i wczołgałaś się resztkami sił do sypialni. Słyszałaś podśmiechujki chłopców, grałaś na telefonie w Pou, gra którą mają tysiące osób. Było około 23. Chłopcy postanowili zwinąć żagle do spania. Lou i Harry weszli do sypialni w bokserkach, co próbowałaś zignorować, by nie zrobić sobie ochoty.
-No to co?- kiwnął głową Tomlinson. - Idziemy spać?
-Nie wydaje mi się. - uśmiechnął się Harry i pocałował Louisa w szyję.
-Chłopcy. - zamyśliłaś się wpatrując się w ekran telefonu, próbując nie zwracać na nich uwagi.
-Oj nie okłamuj nas. - Louis.
-Wiem, że chcesz tego od rana, odkąd zaczęłaś się chować rano. No [T.I.]. - śmiał się Harry.
-Nie chłopaki. Nie chcę. - broniłaś się. 
DZIECI IDĄ SPAĆ, ZACZYNAMY SEANS!+18 XD
Czułaś lekki lęk, nie wiedziałaś co potrafią zrobić, ani jak daleko potrafią się posunąć. Louis oparł się o wejście do pokoju. Harry wszedł na łóżko, niczym kot, nachylił się nad tobą, patrząc ci w ekran telefonu, jego loki muskały twoje policzki.  Chłopak odłożył ci komórkę na szafkę nocną, chwycił twoje nadgarstki i przyłożył je do poduszki. Znów zbliżył twarz do twojej, zaczął muskać wasze nosy i usta. Krępowałaś się przed Louisem, w końcu do tej pory robiłaś 'to' tylko z Harrym. Zaczął wpijać się delikatnie i czule w twoje usta. Loui podszedł do łóżka i zrzucił kołdrę na podłogę. Wziął krzesło i przypatrywał się jak Harry zaczyna cię uwodzić. Tommo co chwila oblizywał usta lub przygryzał wargi. Nie mógł się oprzeć na myśl, że będzie cię całował, a nawet wiele więcej. Nie chciałaś wcale, żeby Louis zmienił Harrego. Lecz na marne, Hazz zdążył jedynie cię podkręcić i położył się obok Ciebie, kazał ci się nad nim pochylić, tak jak on przed chwilą. Tak też zrobiłaś. Byłaś wypięta prosto w stronę do Louisa, który nie mógł już wytrzymać napięcia. Postanowił znaleźć się za tobą. Podczas, gdy Harry zajmował się rozpięciem twojego stanika, Louis zdążył zerwać z ciebie bieliznę. Chłopaki, jak i ty, byliście już nadzy, starałaś się nie zwracać uwagi na to, że Louis w każdej chwili może w Ciebie wejść. Harry trzymał cię za piersi i zaczął je ściskać, Louis palcami od twoich ramion błądził aż do bioder, na których się zatrzymał. Przeszedł cię dreszcz, chłopak mógł zrobić to w każdej chwili. W końcu i tak by się to stało. Poczułaś powoli wsuwającego się przyjaciela Louisa w ciebie, twój oddech, jak i Larrego przyspieszył, jęczałaś coraz głośniej, chłopaki byli zadowoleni. Harry błądził językiem od twoich piersi, aż po brzuch. Czułaś szybkie ruchy Louisa w sobie.
-Louis! Louis! - krzyczałaś między jękami. - Proszę! Ach! Louis!
Chłopak nie zwracał uwagi, robił to co do niego należało, wcale Harry nie miał nic do tego. Zmieniliście się. Ułożyliście się tak, że Louis był na dole (69 3:D), a ty na górze, nachylona przed Harrego kolegą. Poczułaś w sobie palce i język Louisa, które powoli się w tobie poruszały. Wzięłaś w rękę 'sprzęt' swojego chłopaka i z jęknięciami wzięłaś go do ręki. Jeździłaś dłonią w górę i w dół, sprawiając chłopakowi dużą przyjemność, w końcu wzięłaś go do buzi i delikatnie zaczęłaś ssać, chłopak złapał cię za włosy i przyciągnął głowę do niego. Znów się trochę zamieniliście. Louis dalej był pod tobą, a Harry przed tobą. Było ich dwóch, więc wiedziałaś, że jeden musi wejść w twoją pupę. Był to Louis, ale był delikatny, nie to co Harry. Twój chłopak mocno i gwałtownie posuwał cię, nie miałaś siły już niczym ruszyć, lecz byłaś blisko końca, tak jak chłopcy, i nie mogłaś się oprzeć.
-Harry! Harry! Już! Proszę! - wysapałaś resztkami sił. Byłaś już prawie na końcu.
-[T.I.], kilka sekund, proszę. - jęknął Louis. Chłopaki zrobili może dwa ruchy i cała trójka doszła w jednym momencie. Zasapana spadłaś obok Louisa, a Harry zaraz obok. Żadne z was nie miało siły już nawet nic powiedzieć. Zasnęliście, wtulona w Louisa rozmyślałaś co będzie dalej, nie chciałaś tego co stało się dziś w nocy. Sama nie wiedziałaś nawet dlaczego tulisz się do Tommo, a nie do swojego chłopaka, który jest z tyłu. Dla Ciebie to była ciężka i długa noc. Chłopaki raczej dziś już nic nie powiedzą. Zmartwiona zasnęłaś.
KONIEC :)

czwartek, 20 grudnia 2012

About Larry :3

Autor: Unknown o 10:38 12 komentarze
Kilka faktów o Larrym :3 
Prawie pocałowali się na premierze filmu Faceci w czerni 3:http://24.media.tumblr.com/tumblr_mdkq6wHbMt1rkj40ho1_250.gif

Wysyłają sobie buziaki w powietrzu podczas koncertów:http://24.media.tumblr.com/tumblr_m87984k2js1qd67h6o1_500.gif

Bardzo platoniczny uścisk: http://media.tumblr.com/tumblr_m2wr26rrUA1qf45iv.jpg

Harry, Louis oraz ich mamy follow'ują konto poświęcone Larry'emu.

Fanka, która była na koncercie przyznała iż widziała jak Harry przytula Lou od tyłu za małą kurtyną, gdzie się przebierali.

Pewna osoba która była na festiwalu Leeds (nie fanka!) powiedziała że to imponujące iż celebryci nie ukrywają swojej orientacji.

Niezbyt sekretne trzymanie się za ręce/dotykanie podczas wywiadu w Szwecji:http://media.tumblr.com/tumblr_md6ezcMNyT1qedz19o1_250.gif
http://media.tumblr.com/tumblr_md6ezcMNyT1qedz19o2_250.gif

Louis i Harry mogli napisać razem piosenkę o czymkolwiek. Dlaczego akurat wybrali o ukrywanej miłości? Mowa tu oczywiście o "They don't know about us".

Harry zburzył plotki i Haylor po kilku dniach. Nie zburzył plotek o Larry'm choć minęły już 2 lata. A dlaczego? Proste! Bo nie potrafi kłamać!

Swoją drogą, czemu to zawsze Lou jest pytany o Larry'ego, czemu to Harry nie może się wypowiedzieć? Hmm... on po prostu nie potrafiłby wyprzeć się tego, co ich naprawdę łączy? #fakt

Po przegraniu XF chłopacy wyjechali w trase z programem po Wielkiej Brytanii. Jeszcze za czasów XF Lou i Harry mieli swoje misie, które na bluzeczce miały imię ukochanego: http://i46.tinypic.com/2jakoz5.pngPodczas trasy Harry nosił tego właśnie misia przy sercu: http://i47.tinypic.com/2zgc6qa.gif

Raz zostali spytani przez reportera, czy się całowali. Odpowiedzieli oczywiście "Nieee", ale czy to wygląda wam na szczerą odpowiedź?
http://images.tinypic.pl/i/00210/866jr5injrtp.gif

Luty, 2012: Harry lekko się zapomniał i złapał Lou za rękę, lecz po chwili spostrzegł się że są kamerowani, więc szybko ją puścił:
http://images.tinypic.pl/i/00210/zygsmb5g7o2t.gif


Harry powiedział do Louis'a: "Gdzie chcesz siedzieć?" :http://25.media.tumblr.com/tumblr_mdzz7l2d1q1rdh4z9o1_250.gif a Lou odpowiedział: "Obok Ciebie." :http://25.media.tumblr.com/tumblr_mdzz7l2d1q1rdh4z9o2_250.gif

Lou liże Harrego w czubek nosa : 
http://25.media.tumblr.com/0325ea253ff34c706aa1e671895e63b7/tumblr_mf3txuI5621rvi6fzo1_500.gif

"Let me kiss you " Harrego kierowane wprost do Lou :D :http://25.media.tumblr.com/644743bfcf6b76037ed95e836236a678/tumblr_mf32srgwIC1rowrp5o1_500.gif

http://24.media.tumblr.com/tumblr_m4pydlMwMk1qgyarho1_250.gif
http://24.media.tumblr.com/tumblr_m4pydlMwMk1qgyarho2_250.gif

Podczas jednego z Viedo Diary Lou złapał Hazze za kolano:http://24.media.tumblr.com/tumblr_meb94tdByY1qc0c5ho2_500.gif A kiedy już je puścił, to Harry się za nie złapał. : http://25.media.tumblr.com/tumblr_meb94tdByY1qc0c5ho3_500.gif How sweet. ;3

http://media.tumblr.com/tumblr_mdzl7dDOhj1rvpnry.gif :33333333333333333 chciałam znaleźć w lepszej jakosci ale nie udalo mi sie :c 


i kilka zdjęć : 
http://media.tumblr.com/tumblr_mf4querNot1ramyhh.jpg
http://media.tumblr.com/tumblr_mf4qvktSON1ramyhh.jpg
http://media.tumblr.com/tumblr_mf4qx1vilZ1ramyhh.jpg
http://24.media.tumblr.com/d7caf16f1aef3b84ca35862f6135fd4b/tumblr_mf5yptUQKP1rrt5a2o1_400.jpg
http://media.tumblr.com/tumblr_mf4fn3aNzp1rrn5hy.jpg(looooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooool :333333333333333 )

Dlaczego management robi taki szum w okół Larry'ego, skoro "to tylko bromance"? Dlaczego nie jest tak w przypadku Niam'a, Ziall'a, czy innych bromances?

Ach, i niech Louis Nam nie mówi, że Larry to wymysł fanów, bo nie wiem co mu zrobię. SAMI STWORZYLI LARRY'EGO I NAKRĘCALI NAS, WIĘC NIECH SIĘ TERAZ NIE WYPIERAJĄ.

środa, 19 grudnia 2012

#24 Imagin Harry/Louis (cz.2)

Autor: Unknown o 00:05 11 komentarze
#24 Imagin Harry/Louis (cz.2) <Będzie część 3>
(w pierwszej części ma być lato/jesień)
-Hehhmmm. - głupio się uśmiechnął. - ...2...2,5... - liczył dalej, odkryłaś się i pobiegłaś w stronę drzwi i salonu.
-PIĘĆ! - krzyknął kiedy tylko zgubił cię z oczu. Schowałaś się zza drzwi salonu, nie przypuszczałaś, że wpadnie na pomysł szukania cię w tym miejscu. Przyspieszył ci oddech i skoczyła adrenalina, no ale co mógłby zrobić ci twój chłopak.
-[T.I.]... Wiem, że tutaj jesteś. Znajdę cię i zgwałcę... - zachichotał pod nosem. Uśmiechnęłaś się do siebie. Chłopak odsunął drzwi w swoją stronę powolnym ruchem, ujrzałaś jego loki i oczy.
-Znalazłem Cię. - powiedział przyciskając cię do ściany.
-I co teraz? - spytałaś patrząc się na jego usta.
-No nie wiem, tak z rana być niegrzecznym to nie ładnie, co?
-No nieładnie, nieładnie panie Styles.
-Ale może tak złamiemy zasady? - powiedział zdejmując twoją bieliznę.
-Możemy, dlaczego nie.
-Ale tak z rana? Pewna pani jest?
-Hm... Nie wiem, nie wiem... - powiedziałaś.
Nagle ktoś zapukał do drzwi na dole. Harry zrobił wielkie oczy i pobiegł otworzyć.
-Harry! - powiedział ucieszony chłopak zza drzwi.
-Louis! - krzyknął ze szczęścia. Ty szybko wskoczyłaś do łazienki i ubrałaś dżinsy. Zeszłaś powolnym krokiem ze schodów do chłopców. Zaspana przywitałaś Louisa.
-Cześć Boo Bear. - oznajmiłaś ziewając.
-Cześć sierotko. - odpowiedział.
-Siadaj [T.I.] zrobię śniadanie. - powiedział Harry ustępując ci miejsca na kanapie.
-Dziękuję Harry. - powiedziałaś.
-Yep. Więc co tam u Ciebie? Jak życie i roztargniony i nieogarnięty Harry?
-Haha, a nic ciekawego Lou. Z Harrym - wymieniłaś się uśmiechami z chłopakiem - całkiem dobrze nam się układa.
-A! Słuchajcie mnie ruchogołąbki! Co dzisiaj robimy?
-No nie wiem, mamy dwa tygodnie czasu wolnego, więc... Jakieś propozycje? - spytał Harry, robiąc jajecznice przy kuchence.
-Ja planowałem iść do delfinarium albo aquaparku. To co?
-O! Ja jestem za! -krzyknęłaś z radością.
-No to spoko. - odpowiedział Harry.
-Ok, to o której idziemy?
-Mamy cały dzień, więc co nam szkodzi. Za godzinę i ruszamy. - powiedział lokaty.
-Ok. Więc ja wszystko stawiam.
-No coś ty, przyjechałeś pierwszy raz od kilku miesięcy i jeszcze będziesz za nas płacił, powinno być na odwrót. - odpowiedział Styles Louisowi.
-A dlaczego nie? Kto jest za? JA! Przegłosowane.
-Louis, naprawdę nie musisz. - powiedziałaś.
-Cii, jeszcze mi się odpłacisz. - szepnął ci do ucha. Popatrzyłaś się na niego zdziwiona.
Harry nakrył do stołu i zrobił wszystkim śniadanie. Zjedliście i Harry w końcu poszedł się ubrać.  Zostałaś w kuchni sama z Louisem. Udałaś, że wstajesz coś zrobić, poczułaś na biodrach duże dłonie Louisa. Miałaś już rumieńce na twarzy, ze złością (udawaną, podobał ci się) zwróciłaś się do niego.
-Louis. - powiedziałaś stojąc w bezruchu, patrzył ci się głęboko w oczy, nie puszczając z  ciebie  rąk.
-Tak? - spytał chłopak.
-Jestem z Harrym. Czy to jasne? - oznajmiłaś. Chłopak posadził cię na kolana, zdenerwowałaś się,
-Jasne jak słońce, skarbie.
-Nie rozumiesz tego, prawda?
-Rozumiem, uwierz mi, Harry nie będzie na mnie zły. Przeciwnie skarbie. - powiedział mocno trzymając cię.
-Nie mów do mnie skarbie! - zdenerwowałaś się.
-Kotku?
-Nie.
-Kochanie?
-Nie!
-No to jak?
-Normalnie! [T.I.]!
-No ale słonko...
-Louis puść mnie, zaraz przyjdzie Harry, a ja nie chcę, żeby się dowiedział o tym, że siedzę ci na kolanach, proste.
-No dobrze. Idź. Dzień jeszcze długi, dopiero 10. - powiedział i puścił cię z objęć, akurat jak wstałaś do kuchni wszedł Harry. Ubrał jeansy, białą koszulkę, conversy i ciemnozieloną czapkę.
-To co skarbie? I Louis? Jedziemy?
-Spoko, ja już jestem gotowa. - powiedziałaś.
-Ja też. - oznajmił Louis.
-To spadamy, jedziemy moim samochodem czy Twoim Lou?
-Możemy moim.
-Ok. - odpowiedział Harry.
-To chodźmy - powiedziałaś łapiąc Harrego za rękę. Poszliście do auta, Louis odpalił samochód, siedziałaś sama z tyłu. Dojechaliście około 13-stej. Chłopcy roześmiani wyszli z auta. Ty stanęłaś twardo i oburzeniem na ziemię. Harry podszedł do Ciebie i ucałował w czoło, wziął cię za rękę.
-Chodź kochanie, Loui wie gdzie iść. - oznajmił i poszliście razem z Lou do kas.
-Dzień dobry, trzy bilety poproszę. - powiedział Louis do kasjerki.
-Są legitymacje, dowody?
-Tak. - powiedział i odwrócił się do was przodem. - Macie przy sobie dowody?
-Tak. - odpowiedziałaś i wyciągnęłaś z torby wasze paszporty.
-Dobrze - odpowiedziała i przejrzała po ile macie lat. - Skończyli państwo 18 lat, więc to będzie razem 69 funtów, proszę. - oznajmiła i oddała wam paszporty.
-Proszę. - odpowiedział jej Louis i podał 70 funtów. - Reszty nie trzeba. - powiedział i zgarnął bilety.
-Chodźcie moje dwa ruchogołąbki. - oznajmił i weszliście do delfinarium.
-Co będziemy tu robić? - zaśmiałaś się.
-Różne złe sztuczki, haha. - zaśmiał się Louis, puścił oczko do Harrego, który przytulił cię do siebie. Poszliście gdzieś do jakiegoś wielkiego pomieszczenia, zjechaliście do niego windą. Przez wielką, szklaną szybę było widać delfiny, różne ryby, płaszczki itd. Nie obyłoby się bez zdjęć, chłopaki robili głupie miny do fotek, oczywiście bez ciebie by się również nie obyło.
 

Imaginy One Direction Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos