wtorek, 27 sierpnia 2013

Jeżeli chodzi o imaginy.

Autor: Unknown o 15:52 2 komentarze
Przepraszam Was kolejny raz, że tak późno dodam posta z Larrym, dokończe imagin z Harrym etc.
Nie chce, żebyście byli na mnie źli. Ja po prostu nie mam czasu, siły ani humoru na imaginy, ktore sprawiają Wam przyjemność. Teraz szkoła, więc nie wiem co ile będę wchodzić na bloga.
Jak widzicie zostałam sama :) Nikt wiecej nie prowadzi tego bloga, cały czas tylko ja, bo to, bo tamto, sramto.
Ide spac, nie gniewajcie sie na mnie, staram sie :(

Dobranoc, Skarby!
Zannie.
 Tak na poprawienie nastroju, idealny Boo:


środa, 31 lipca 2013

#38 Imagin Larry Stylinson +18 cz.1

Autor: Unknown o 13:47 17 komentarze
#38 Imagin Larry Stylinson +18 cz.1
(nie istnieje 1D)
Ostatnia klasa liceum, uczniowie siedzą w ławkach, oczywiście nie Louis Tomlinson. Louis, który prawie nie zdał, ten, którego boją się uczniowie.
-Numerek 19 do odpowiedzi, Louis, proszę. - wypowiedziała nauczycielka z okularami na nosie.
-Mhm. - przewrócił oczami i zdjął nogi z ławki, powolnie podchodząc do biurka. Każdy w klasie zwracał uwagę tylko na niego, jedynie Marcel James siedział nosem w kartkach, zapisując wszelkie notatki, największy kujon w szkole.
-Więc oblicz ten przykład, Tomlinson. - mruknęła i pokazała na zadanie w książce, chłopak leniwie podszedł do tablicy i zapisał na tablicy przykład. - Teraz oblicz. - uśmiechnęła się.
-Nie umiem. - mruknął obojętnie, czuł na sobie kilkanaście spojrzeń z klasy, szczególnie wiecznie rozgadanych blondynek, niesamowicie w nim zakochanych.
-Jak to nie umiesz? - skrzyżowała ręce na piersiach, zsuwając niżej okulary. - Tomlinson uczysz się tego kolejny rok, przecież to podstawa. - mruknęła oburzona.
-Ale nie umiem. - przewrócił oczami i wsunął ręce do kieszeni, uciekł wzrokiem na zegarek.
-Więc siadaj, kolejna jedynka Louis, jeżeli jej nie poprawisz, obawiam się, że nie zdasz. - podsunęła okulary wyżej, otwierając dziennik, wzięła do ręki długopis i spojrzała na niego.
-Dobrze. - westchnął, siadając obojętnie, ale pewnie w ławce.
-Właśnie niedobrze, wezwę po raz kolejny rodziców! - podwyższyła głos. - Och, przecież mamy w naszej klasie najlepszego ucznia w szkole! - uśmiechnęła się. - Marcel. - zwróciła się do chłopaka przed nią.
-Tak? - spojrzał na nauczycielkę, odpowiadając cichym głosem.
-Mógłbyś udzielić koledze korepetycji z matematyki? - spojrzała na Tomlinsona.
-Oczywiście. - skinął głową, bawiąc się ołówkiem między palcami.
-Co proszę? - skrzywił się Louis, patrząc na chłopaka. - On ma mnie czegoś uczyć? - zaśmiał się.
-Louis, bądź milszy. - mruknęła nauczycielka. - Och. - usłyszała dzwonek - Jesteście wolni, pamiętajcie o poniedziałkowym sprawdzianie, do widzenia. - wyszła z klasy, a za nią uczniowie, został Marcel, który zdenerwowany się pakował oraz Louis, który wrzucił obojętnie książki do szafki.
-Więc Marc. - spojrzał na niego i podszedł pewnie.
-M-Marcel. - zająkał się, spuszczając wzrok - Tylko proszę nie bij mnie. - mruknął cichutko, wkładając piórnik do plecaka.
-Nie mam zamiaru Cię bić ani Ci grozić, Marcel. - mruknął - Więc... Och, sam nie wierzę, że to mówię. - przetarł twarz dłonią - Mógłbyś dzisiaj udzielić mi tych pieprzonych korepetycji z matematyki? - patrzył na niego - Nie bój się, patrz na mnie przecież nic Ci się nie stanie. - wywrócił oczami. "Boże co za ciota" pomyślał w środku.
-Tak, tak, mógłbym o sie-siedemnastej? - wstał po drugiej stronie ławki, zakładając plecak na siebie.
-Tak. - wzruszył ramionami. - Tutaj masz mój numer. - sięgnął po długopis z biurka i pierwszą, lepszą kartkę, zapisał i wręczył mu.
-Dziękuję. - uśmiechnął się, dotykając jego dłoni, zabrał ją błyskawicznie i schował numer do kieszeni spodni.
-Mhm. - pokiwał głową. - To do za dwie godziny, Marcel. - mruknął i wyszedł z klasy.
-O mój Boże, Louis Tomlinson dał mi swój numer. - wyszeptał do siebie, uśmiechając się.
Louis wyszedł ze szkoły, skierował się do swojego domu, wsuwając ręce do kieszeni jeansowej katany.
-Hej! Louis! - krzyknął jakiś damski głos.
-Co kurwa. - mruknął do siebie, odwracając się. - Co chcesz? - spojrzał na blondynkę przed sobą.
-Chciałbyś się dzisiaj ze mną umówić? - zatrzepotała rzęsami, słodko się uśmiechając.
-Nie mam dzisiaj czasu. - mruknął i ruszył przed siebie.
-A jutro? - krzyknęła za nim.
-Też nie, jestem już zajęty. - skłamał, odchodząc.
To była dziewczyna z jego klasy, niesamowicie się w nim kochała, lecz Louis miał już inną na oku, ku jej nieszczęściu.
Marcel wyszedł ostatni ze szkoły, bał się łobuzów, którzy wiecznie chcą go atakować, bić, wyzywać, nigdy nie miał w nikim wsparcia, nie miał w szkole przyjaciół.
Louis doszedł do domu około szesnastej, zamknął drzwi na klucz i rozłożył się w salonie, zasnął przed TV.
Marcel poszedł powoli do domu, zjadł obiad i wziął prysznic.
-W końcu mogę być sobą. - mruknął i ułożył swoje włosy w loki, założył luźną, białą koszulkę i czarne rurki, wyszedł z domu i wziął telefon w dłoń, wystukał numer do Louisa.
-Kurwa. - mruknął, czując wibracje, odebrał telefon. - Słucham? - odchrząknął przez telefon.
-Tutaj Marcel, idę do Ciebie, mógłbyś wyjść przed dom? - przegryzł wargę.
-Tak, już wychodzę. - westchnął, ruszając w stronę drzwi.
-To do zaraz. - uśmiechnął się do telefonu i rozłączył się.
-Mhm. - schował telefon do kieszeni, wychodząc przed dom, czekał na schodach, bawiąc się palcami, zauważył z daleka lokatego chłopca, idącego w jego stronę, zmrużył oczy. - Kto to do cholery. - uniósł brew ku górze i oblizał usta i patrzył się na postać, uciekł wzrokiem na swoje palce, bawiąc się nimi.
-Cz-cześć Louis. - przegryzł wargę, patrząc na niego.
-uniósł głowę do góry - Przepraszam, ale kim jesteś? - spojrzał na niego. "Cholera, to ta postać" pomyślał.
-Marcel. - skinął głową, uśmiechając się.
-Jaki Marcel? - skrzywił się i ustał naprzeciwko niego.
-Miałem Ci pomóc w matematyce, więc chodź. - uśmiechnął się.
-Ale miał tutaj przyjść Marcel z mojej klasy, a nie Ty, wybacz, ale coś Ci się pomyliło. - spojrzał na niego.
-Och, Louis przestań, to j-ja, Mar-Marcel. - mruknął - Widzisz? Ja tylko udaję. - wzruszył ramionami.
-Serio? - przypatrywał się mu.
-Tak, chodź, pomogę Ci coś z tą matematyką. - westchnął.
-Dobrze, chodź. - ruszył zdziwiony w stronę drzwi, wszedł za chłopakiem. - Co Ci się stało? Dlaczego udajesz?
-Nie wiem. - usiadł na krześle i wzruszył ramionami. - Tak jest mi lepiej, przynajmniej nikt nie chce ze mną być. - mruknął.
-O co w tym wszystkim chodzi? - spojrzał na niego.
CZĘŚĆ DALSZA NASTĄPI WKRÓTCE :)
Całuje Was - Zannie <3

czwartek, 25 lipca 2013

ZANNIE'S BACK.

Autor: Unknown o 08:44 3 komentarze
Więc wróciłam do was moi kochani, mam pomysł na imagina, natchnęło mnie: http://sphotos-c.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/1069125_360458004057006_38508212_n.jpg :3
Szkoda mi Was zostawiać...
Będę czasem tutaj wpadać, uważajcie!
Zannie :)

wtorek, 9 lipca 2013

JEŻELI CHODZI O KONIEC Z IMAGINAMI

Autor: Unknown o 14:40 2 komentarze
Kicie moje najpiękniejsze, najukochańsze i najcudowniejsze.
Kocham Was, bardzo, bardzo mocno i przepraszam.
Mogę oddać komuś tego bloga, ale komuś, komu ufam, albo chociaż znam z Twittera.
Chcecie? Piszcie na http://ask.fm/sheeranGod albo na Twitterze: @MyHeroineLarry.
Ogólnie myślałam też, żeby skończyć z Twitterem czy Askiem.
To chyba na tyle ode mnie.
Kocham Was i przepraszam po raz kolejny, że przestaję pisać imaginy.
Już dawno Was nimi zawiodłam, ostatnie były beznadziejne.
Ech.
Będę tęsknić.
Piszcie o przejęciu bloga.



Na zawsze - Wasza Zannie.

piątek, 14 czerwca 2013

koniec z imaginami

Autor: Unknown o 13:38 14 komentarze
koniec z imaginami, więcej nie napiszę.
dziękuję, dobranoc
@myheroinelarry
www.ask.fm/sheeranGod
 

Imaginy One Direction Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos